PRACA AUTORSKA TOMASZA POPADOWSKIEGO „JAK PRACOWAĆ Z PODOPIECZNYM ZAMKNIĘTYM W SOBIE?”

 

W pracy terapeutycznej z osobami z niepełnosprawnością intelektualna, każdy z terapeutów prędzej czy później w swej karierze napotka podopiecznego, który jest w sobie zamknięty lub
z nieznanych powodów zaczyna się zamykać w sobie a z czasem zamyka się coraz bardziej.
Jeśli przychodzi do naszej placówki osoba już zamknięta w sobie nie jest to dla kadry terapeutycznej problem i zagrożenie bo w większości przypadków kadra terapeutyczna wie już od pierwszego dnia iż nowy podopieczny jest osobą zamkniętą, wiadomość taka może płynąć z kilku źródeł: od rodzica/opiekuna, z dokumentacji jaką podpieczony przynosi ze sobą do placówki w tym wszelkie opinie psychologa czy pedagoga, a także z wywiadu jaki powinien przynajmniej poprzedzić przyjęcie podopiecznego do placówki a przeprowadzanego przez pracownika placówki.
W wywiadzie takim powinny znajdować się pytania dotyczącej przekroju całościowego naszego nowego podopiecznego, w tym o jego otwartość na otoczenie.
Zdecydowanie trudniej jest jeśli do stopniowego zamykania się w sobie podopiecznego dochodzi podczas jego uczęszczania już do placówki. Podopieczny taki może mieć staż zajęć różnie długi. Dlaczego taka sytuacja przedstawiona wyżej jest trudniejsza? Odpowiedź to trudność
w wychwyceniu momentu kiedy podopieczny zaczyna się wycofywać, momentu kiedy zaczyna towarzysko
i społecznie odstawać od grupy. Wycofanie się na następuje z dnia na dzień i nie przyjmuje drastycznej formy z postawy bardzo otwartej do bardzo zamkniętej. Najczęściej wkrada się cicho
i niepostrzeżenie a pierwotne objawy są spychane przez kadrę terapeutyczne na złe samopoczucie, smutek, czy problemy osobiste podopiecznego.
Podstawową zasadą w przypadku osoby wycofującej się i zamykającej się
w sobie oraz osoby zamkniętej już, jest dostrzeganie tej osoby w każdym momencie przez kadrę terapeutyczną i namawianie pozostałych podopiecznych do prób nawiązywania kontaktu
i dostrzegania tej osoby. Nie wolno nam czekać na krok ze strony osoby zamykającej się, gdyż jest to osoba z konkretnym problemem i brakiem w tym momencie zdolności do nawiązywania kontaktu czy brakiem chęci do tego kontaktu. Nie wolno nam liczyć na to, że ta osoba przyjedzie
i powie nam „Ja mam problem, zamykam się w sobie!” a często obserwuję tego typu postępowanie kadry terapeutycznej czy rodziców/opiekunów. Bywa, że kadra terapeutyczna dostrzega problem, jednak go w jakimś sensie bagatelizuje lub stwierdza, że jest to wynik krnąbrności podopiecznego.
Co należy więc czynić? Należy samemu powiedzieć wycofującemu się podpieczemy „Dzień dobry” czy „Do widzenia”, wskazane jest przywitać się z podopiecznym dodając do przywitania jego imię, by wiedział on, że to przywitanie jest kierowane dokładnie do niego a nie do innych osób, które mogą znajdować się właśnie w tym samym pomieszczeniu. Najczęściej spotkamy się
z brakiem odpowiedzi i z brakiem jakiejkolwiek reakcji na nasze przywitanie, z czasem jednak jeśli my nie zniechęcimy się usłyszymy z ust podopiecznego cichą odpowiedź. Taka odpowiedź może być jednorazowa i znów długo nic, jednak nadal nie zniechęcajmy się i witajmy się z tym podopiecznym.
Warto też mijając się z podopiecznym np. na korytarzy czy innym pomieszczeniu zagadnąć go, zapytać co słychać, co robi, dokąd idzie itp. W pracowni warto co jakiś czas zapytać o stan wykonywanej pracy, zapytać co robił dzień wcześniej, co będzie robił jak wróci do domu, czy ma jakieś plany na weekend. Proponuję też przydzielić wspólną pracę osobie zamykającej się o osobie otwartej i kontaktowej z grupy. Takie zadanie nie może być zbyt trudne i czasochłonne początkowo by nie zniechęcić jego wykonawcy, by nie przeciążyć go zadaniem i kontaktem z współwykonawcą zadania. Zadanie powinno być początkowo proste i efektowne, by podopieczny mógł przy niskim nakładzie pracy i kontaktu spostrzec efekt końcowy i poczuć zadowolenie z wykonanej, chwalonej pracy. Pamiętajmy by chwalić, pozytywnie oceniać nie tylko samą prace i jej efekt końcowy ale współpracę z drugą osobą. Ważne jest także by dobrana do współpracy osoba także nie przeciążała osoby zamykającej się swą nachalnością, kontaktem, gadatliwością. Powinna to być osoba, która będzie nawiązywała kontakt, będzie instruowała współautora pracy co do jej przebiegu, która zada pytanie i będzie ciekawa odpowiedzi.
W przypadku zajęć grupowych nie zapominajmy o osobie zamykającej się! Oczywistością, jest, że osoba ta nie będzie sama uczestniczyć w zajęciach czy też wyrażać chęć do uczestnictwa
w nich. Jeśli są to początki zamykania się, u osoby tej można zaobserwować „skryte” podglądanie zajęć, może ona z „bezpiecznego” miejsca obserwować grupę i zajęcia, terapeuta powinien próbować zachęcić wówczas do uczestnictwa w zajęciach, zagadując do podopiecznego, powierzając mu drobne zadania, zadając pytania, czy przydzielając parę jeśli przebieg zajęć tego wymaga. Wskazane jest by współuczestniczący w zajęciach terapeuta sam podszedł, sam stanął
w parze z tym podopiecznym, wskazane jest to początkowo dlatego, że inny podopieczny może
w zajęciach grupowych mieć problem z wykonywaniem poleceń a już tym bardziej w motywowaniu do ich wykonywania innego podopiecznego zwłaszcza zamkniętego w sobie. Przypomnę tutaj, że częstym zjawiskiem w grupie osób z niepełnosprawnością intelektualną jest fakt, że jeśli zwracamy się z pytaniem typu „Kto jest chętny by…?” to może zaobserwować, że nikt z podopiecznych nie zgłosi chęci swego uczestnictwa a kiedy zapytamy każdego z osobna, okaże się, że wszyscy czy większość jest chętna.
Jeśli mamy w placówce osobę bardzo zamkniętą w sobie to zajęcia grupowe mogą mieć podobny przebieg jak wspomniane wyżej lub zgoła inny. Jeśli podopieczny, którego zamknięcie się
w sobie jest znaczne nie wykazuje zainteresowania i nie daje jakichkolwiek znaków zainteresowania zajęciami należy prowadzić zajęcia grupowe tak, by były one bardzo atrakcyjne, by grupa wychodziła z nich bardzo zadowolona i swe emocje okazywała jeszcze po ich zakończeniu. Wskazane jest by prowadzić zajęcia przy otwartych drzwiach sali tak by śmiech i oznaki „przyjemności” swobodnie z nich wypływały i zachęcały innych by zajrzały z ciekawości do sali by zobaczyć co tak bawi innych. Terapeuta prowadzący takie zajęcia nie powinien odgradzać się
i grupy od pozostałych osób. Istnieje wówczas szansa, że osoba wycofana zainteresuje się tym co dzieje się w sali, może sama zmobilizuje siebie by podejść bliżej, by zajrzeć do sali. Należy wówczas przyjść tę osobę. Istnieje możliwość, że trzeba będzie samemu podopiecznego mobilizować i sadzać go z dala od grupy ale w pobliżu, tak by słyszał on to co dzieje się w trakcie tych zajęć. Takie krzesło np. na którym podopieczny siedzi można z rożnych powodów (i tutaj terapeuta powinien wykazać się kreatywnością myślenia i bycia przebiegłym) przybliżać do grupy. Jak to zrobić? Wystarczy wykazać się sprytem, jeśli podopieczni w trakcie zajęć grupowych siedzą na krzesłach w kręgu a wycofany podopieczny na krześle gdzieś w kącie sali można:
– podejść do podopiecznego i poprosić by np. przesiadł się na krzesło które stoi bliżej grupy, bo to krzesło „nagle” jest nam bardzo potrzebne,
– można zabierać krzesła które znajdują się przy podopiecznym i włączać je do zajęć, i w końcu włączyć krzesło na którym siedzi podopieczny,
– można podzielić grupę na mniejsze i jedna z nich umiejscowić w pobliży podopiecznego niby przez przypadek,
– można również odstawić w w to miejsce inne krzesła, które stają się nam zbędne tak by podopieczny siedział stale na krześle znajdującym się przed tymi „zbędnymi” krzesłami a co za tym idzie coraz bliżej grupy,
– można w końcu odstawić w to miejsce np. stół, który „musi” właśnie według naszych potrzeb stanąć właśnie tam,
tutaj inwencja należy do terapeuty i to on sprytnie powinien obserwować grupę, otoczenie
i podpieczonego by w ferworze zajęć, niby to przez przypadek, niby z bardzo silnej konieczności
i niedbałości nawet, zmniejszać dystans pomiędzy zamkniętym w sobie podpieczonym a grupą
i zajęciami.
Dokonując kiedyś hospitacji zajęć grupy studentek, zaobserwowałem błąd jaki popełniły
w trakcie prowadzonych zajęć grupowych. Zajęcia te były bardzo atrakcyjne, tematem były Hawaje. Zajęcia były w parach, w mniejszych grupach, gro z zajęć toczyło się w kręgu. Do zajęć wyznaczona była też dziewczyna z problemem wycofania się i zamykania się coraz bardziej we własnym świecie. Początkowo wszystko przebiegało poprawnie, dziewczyna ta siedziała w koncie sali, ze spuszczoną głową. Zajęcia były bardzo żywe, wesołe, myło dużo muzyki, śmiechu, przebieranek, było wiele kolorów itp. Studentki podchodziły do tej dziewczyny, przywitały się
z nią, zapytały o imię, przedstawiały się, zachęcały do udziału. Podopieczna miała spuszczoną głowę jednak spoglądała w stronę rozbawionej grupy. Dziewczyna ta usiadła w kącie gdzie znalazły się zbędne krzesła i stoły z sali w której odbywały się zajęcia. Studentki nie wpadły na pomysł „podbierania” krzeseł czy też odstawiania ich dalej czy wynoszenia z sali by podopieczna ta nie miała możliwości siedzieć i zmusić ją do stania a przez to może do podejścia do grupy, zainteresowania się czynnego zajęciami. Jednak nie to było najgorsze. Studentki tak wpadły w wir prowadzonych zajęć w ich atmosferę, że zapomniały się i nie kontrolując swoich czynności przestawiły nagle zbędny stół tak, że zastawiły dziewczynę tym stołem tak, że znalazła się ona
w zamkniętym trójkącie pomiędzy ścianami, stołem a stertą krzeseł. Była tak zastawiona sprzętem, że nie miała możliwości wyjść samodzielnie z tego „więzienia” w jakim się znalazła. Dziewczyna szybko straciła zainteresowanie zajęciami, prawdopodobnie wystraszyła się tego zastawienia jej sprzętem, który ograniczył jej ruch ale i prawdopodobnie odczytała ten gest jako informację „jesteś zbędna, nie chcemy cię, siedź sobie sama w tym kacie…” Po zajęciach zapytałem studentki czy wiedzą co zrobiły? Nie wiedziały, nie spostrzegły tego momentu, jak stół wylądował w tym miejscu, mówiły, że zajęcia je tez rozbawiły i pochłonęły tak, że zapomniały się w walorach terapeutycznych jakie powinny przede wszystkim przyświecać przeprowadzanym zajęciom, były przestraszone i przerażone tym jak potraktowały podopieczną. Więc w pracy terapeutycznej powinniśmy też zwracać uwagę na to co czynimy i czy nie zapominamy się sami w sobie
i w zajęciach a przez to szkodzimy procesowi terapeutycznemu osoby zamykającej się
i wycofującej z kontaktu społecznego.
Podsumowując, starajmy się przede wszystkim zauważać osoby które są zamknięte lub zamykają się, zwracajmy na nie swą uwagę, obdarzajmy je nią, personalizujmy zwroty kierowane do niej podając jej imię, dajmy zajęcia początkowo proste i efektowne, organizujmy pracę
w parach, włączajmy w zajęcia grupowe i czekajmy, czekajmy czas przyniesie efekty. Pamiętajmy też, że w pracy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną efekty najczęściej przychodzą po dłuższym czasie pracy, nie po kilku dniach czy tygodniach. Bądźmy wytrwali i obserwujmy podopiecznego. Powodzenia w pracy terapeutycznej życzę.

Autor: Tomasz Popadowski

„KTO ZABRAŁ NIEPEŁNOSPRAWNYM PRAWO DO UCZUĆ I SEKSU?”

 

Właściwie odpowiedź na to pytanie można by postawić od razu na początku tego artykułu bez intensywnego szukania odpowiedzi na to pytanie. Postaramy się jednak poszperać i poszukać odpowiedzi na to intrygujące pytanie.
Pierwszą tezę można postawić dość oczywistą, „Niepełnosprawnym prawo do uczuć i seksu zabiera prawo”. To takie oczywiste chciałoby się powiedzieć. Dlaczego? Dlatego, że najczęściej we wszelkich ustrojach politycznych czy to demokracja, komunizm czy też dyktatura, jeśli obywatel czegoś nie może to zabrania mu to prawo, a co za tym idzie zabrania państwo. Zastanówmy się jednak czy tak jest! Szukałem przepisów prawa, które mówią nam o tym, że z tego czy innego powodu, albo i też nie wskazując powodu, prawo zabrania osobom niepełnosprawnym uczuć
i seksu. Nie znalazłem takiego kodeksu, przepisu prawnego, paragrafu, który jednoznacznie mówiłby „Osobom z niepełnosprawnością prawo zabrania posiadania uczuć i zabrania prawa do seksu”. Owszem istnieje przepis mówiący o tym, że pracownik Urzędu Stanu Cywilnego jeśli posiada podejrzenia czy osoba zgłaszająca u niego chęć zawarcia związku małżeńskiego, może nie być w pełni świadoma podjętej decyzji i konsekwencji z jakimi wiąże się zawarcie związku małżeńskiego, a zwłaszcza jeśli stan zdrowia takiej osoby może świadczyć, że decyzja jest podjęta pochopnie lub pod przymusem, wówczas pracownik USC może odmówić udzielenia takiego ślubu
i zalecić konsultacje. Przepis ten znajdziemy w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym art. 12 „nie może zawrzeć małżeństwa osoba dotknięta chorobą psychiczną albo niedorozwojem umysłowym”. Zapytajmy siebie między innymi o to czy przepis ten zabrania osobom niepełnosprawnym kochać
i być kochanym? Nie! Gdy zastanowimy się głębiej przepis ten dba jedynie o dobro osób niepełnosprawnych zwłaszcza osób z zaburzeniami psychicznymi i z niepełnosprawnością intelektualną. Na czym ta ochrona polega? Znając specyfikę niepełnosprawności intelektualnej
i schorzeń psychicznych, zdajemy sobie sprawę z faktu, iż łatwo jest namówić te osoby do czynności nie zawsze dla nich pozytywnych i korzystnych, co w efekcie końcowym może tym osobom zaszkodzić a nie pomóc. Można by się tutaj rozwodzić nad takimi przykładami zaszkodzenia osobie z niepełnosprawnością intelektualną czy ze schorzeniami psychicznymi, nie będę się rozpisywał wystarczy wspomnieć choćby o kwestii majątkowej, dziedziczeniu itp. Wypływają tutaj także kwestie związane z ochrona strefy seksualnej, np. art. 198 Kodeksu Karnego „Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. W tym momencie wypływa spójność przepisów prawnych. Jest to zabezpieczenie praw osób, tak jak niezbyt lubiane i stosowane prawo ubezwłasnowolnienia osób
z niepełnosprawnością intelektualną czy ze schorzeniami psychicznymi.
Powszechna Deklaracja Praw Seksualnych to dokument który właśnie jako akt prawny mówi o tym, że osoby niepełnosprawne maja prawo do posiadania i zachowania swych uczuć oraz mają prawo do seksualności. Deklaracja ta powstała na XIII Światowym Kongresie Seksuologii
w 1997 roku w Walencji. W późniejszym czasie została przyjęta i zarekomendowana przez Światową Organizację Zdrowia. Deklaracja zawiera 11 praw seksualnych i dla naszych rozważań przytoczę tutaj prawo nr 4 „Prawo do równości seksualnej. Odwołuje się do wolności od wszelkich form dyskryminacji, niezależnie od płci, orientacji seksualnej, wieku, rasy, klasy społecznej, religii oraz fizycznej lub emocjonalnej niepełnosprawności.”; oraz prawo nr 6 „Prawo do emocjonalnego wyrażania seksualności. Wyrażanie seksualności obejmuje więcej niż przyjemność erotyczną lub zachowanie seksualne. Ludzie mają prawo do wyrażania swojej seksualności poprzez komunikowanie się, dotyk, wyrażanie uczuć i miłość.” Zacytowane tutaj dwa prawa Deklaracji Praw Seksualnych wyraźnie i jednoznacznie mówią, że zabrania się dyskryminowania osób niepełnosprawnych w kwestii uczuć i seksu. Więc to nie przepisy prawo zabierają osobom niepełnosprawnym uczucia i seks.
Więc szukajmy dalej. Słyszałem stwierdzenia, że zabrania tego nauka = medycyna/pedagogika (zwłaszcza pedagogika specjalna). I mamy tutaj kolejny fałsz. Nigdy w swej karierze edukacyjnej i zawodowej nie spotkałem się z takim stwierdzeniem a na dodatek potwierdzonym naukowo. Wręcz przeciwnie, uczono mnie wszędzie, że sfera seksualna osoby niepełnosprawnej jest bardzo ważna i nie wolno nam jej pomijać i zaniedbywać. Prawdą jest też fakt, że nie uczono mnie co mamy robić by nie zaniedbywać tej sfery życia. Słyszałem wielokrotnie jako uczeń, student czy słuchacz studiów podyplomowych oraz wielu szkoleń, że tak osoba niepełnosprawna w tym z niepełnosprawnością intelektualną ma prawo do uczuć, ma prawo do seksu, ma prawo do autoerotyzmu, nie usłyszałem jednak jak mam pracować z osobą
z zaburzeniami w tej sferze czy z rodzicem/opiekunem, który nie radzi sobie z tym zagadnieniem. Więc to nie nauka jest winowajcą w naszych rozważaniach.
Wchodząc na niebezpieczny grunt, rozważmy czy winy można szukać w wierze czy kościele. Kościół jak to kościół, skupia się w tym temacie na kwestii seksu pozamałżeńskiego czy masturbacji , tratuje ten temat tak jak u osób sprawnych uznając, że wszelkie czynności seksualne odbywające się poza związkiem małżeńskim są grzechem i tak samo traktuje takie zachowania
w przypadku osób niepełnosprawnych. Kościół uznaje, że jesteśmy w stanie, lub powinniśmy być
w stanie zapanować nad swoim ciałem, nad swoją cielesnością i pożądaniem, i wymaga tego od osób sprawnych jak i niepełnosprawnych. Więc i tutaj nie znajdziemy winowajcy.
A może winnymi są rodzice osób niepełnosprawnych? Niezmiernie trudno jest trafić na rodzica osoby niepełnosprawnej, która jest otwarta, gotowa i chętna do rozmów na temat zachowań seksualnych swoich dzieci, łatwiej mówią o platonicznym uczuciu swego dziecka do innej osoby, najlepiej by to była również osoba z niepełnosprawnością. Dziękują Bogu i proszą go o to by to uczucie platoniczne nie przemieniło się w „coś więcej”, a tym bardziej w „coś więcej do osoby sprawnej”. Rodzice są także bardzo zadowoleni gdy u ich dziecka nie występują zachowania, potrzeby seksualne. Rozwijając temat zastanówmy się czy opór rodzica w kwestii seksualności ich niepełnosprawnych dzieci to coś dziwnego i złego oraz czy może to być przyczyną zakazu uczuć
i seksu? Oczywiście, że nie! Czy rodzice sprawnych dzieci maja łatwość w tym temacie? Czy rodzice sprawnych dzieci rozmawiają o seksie ze swymi dziećmi? Czy rodzice dzieci sprawnych mówią swoim dzieciom o sposobach zaspakajania swoich potrzeb seksualnych, o technikach seksualnych czy masturbacji? Odpowiedź jest chyba wszystkim znana, NIE. A jeśli znajdzie się rodzic, który rozmawia ze swoim dzieckiem na temat seksu, to często społeczeństwo go naznacza, przykleja łatkę, mówi że jest „coś nie tak z nim”. Więc skąd rodzic dziecka niepełnosprawnego ma posiadać takie zdolności i dlaczego miałby je posiadać skoro nie ma tego rodzic dziecka sprawnego i tego od niego nie wymagam. Rodzic dziecka sprawnego posiłkuje się wiedzą naukową jaką oczekuje się, że ich dziecko zdobędzie jeszcze w szkole. Jednak posiadamy wiedzę jak to w szkole wygląda i wiemy iż współcześnie dzieci zdobywają wiedzę z książek, gazet a najczęściej z internetu pełnego wiedzy tej dobrej, poprawnej ale i tej złej związanej z tematem uczuć i seksu. Czy rodzice osób z niepełnosprawnością dobrze czynią dziękując Bogu za brak potrzeb seksualnych u swoich niepełnosprawnych dzieci? Jeśli uważają, że faktycznie tych potrzeb nie ma i jest im łatwiej to niech dziękują. Mało kiedy spotkałem osoby z niepełnosprawnością i brakiem potrzeby miłości czy z brakiem potrzeb seksualnych. Co najwyżej spotkałem osoby tak nieśmiałe, że nigdy nie wypowiadają słowa na temat seksu czy miłości a widząc w telewizji scenę miłosna zakrywają oczy (jest to jednak wynik silnie wyrobionego wstydu „wyszkolonego” przez silnych rodziców). Bywa, że osoby z niepełnosprawnością są na tyle „sprytne”, że nie okazują najbliższym, że posiadają swoje potrzeby bliskości i próbują zaspokoić je w tajemnicy, także rodzice są silnie przekonani, że temat ten nie istnieje lub nie dotyczy ich dziecka. Spotkałem też osoby, które swoje potrzeby bliskości przelały albo to na rodziców lub inne osoby, tworząc silnie platoniczny związek, stwarzając pozory dla otoczenia, że kwestia seksu nie istnieje.
A gdzie ten winny się podział? W ostatnich zdaniach został delikatnie wskazany. To my, społeczeństwo, to my ludzie zabraliśmy prawo osobom z niepełnosprawnością do uczuć i seksu. To my nie posiadając zdolności do otwartego dyskutowania na ten temat we własnym gronie i na swoim przykładzie, nie mamy zdolności i umiejętności by rozmawiać o tym z osobami
z niepełnosprawnością. Miłość to trudne i skomplikowane uczucie, sami sobie niejednokrotnie
z nim nie radzimy, a co za tym idzie nie potrafimy poradzić sobie z uczuciami osób
z niepełnosprawnością. Seks to kwestia dość silnego tabu, o tym się nie mówi, nie wspomina się, seks schowany jest głęboko w naszych rozmowach choć każdy z nas jest swoistym „ekspertem”
w tym zakresie. Seks jest do tego intymny, jest głębokim, naszym przeżyciem i nie koniecznie chcemy się nim dzielić z innymi. Posiadamy niską wiedzę na temat tych dwóch zjawisk, nie potrafimy o nich mówić i nauczać a nie znając niepełnosprawności i niepełnosprawnych wolimy myśleć, że osoby z niepełnosprawnością są aseksualne, że nie posiadają potrzeb seksualnych, że nie potrafią kochać. To, że zabraniamy uczuć i seksu niepełnosprawnym wynika też z tego, że niejednokrotnie wiemy, że osoby z niepełnosprawnością „nie maja szans” na miłość i na seks. Ale czy na pewno, skoro tak twierdzimy to jednocześnie nie pozwalamy na to, przez co osoba
z niepełnosprawnością sama nie ma szans zawalczyć o miłość czy intymną bliskość z inną osobą. Jeśli pojawi się uczucie pomiędzy osobami z niepełnosprawnością ruchową, chcemy widzieć takie uczucie jako typowo platoniczne, które nie doprowadzi do seksu, uznajemy niestety często, że seks osób niepełnosprawnych jest dla nas niemożliwy czy nawet nieestetyczny, ale to jest kwestia naszego zdania i nie wolno nam w związku z tym zabraniać tego innym. Warto się zastanowić czy nasze uczucia i nasze zachowania seksualne dla innych są też tak przyjemne jak dla nas. Ale nam wolno, my możemy!
To my społeczeństwo nie rozumiejąc własnej uczuciowości i seksualności a na dodatek nie rozumiejąc niepełnosprawności w ogóle nie potrafimy zrozumieć uczuciowości i seksualności osób z niepełnosprawnością. Łatwiej nam jest decydować za kolejną mniejszość i mówić jej co ma czynić i jak ma czynić. Nie znając zjawiska wolimy żyć stereotypami i najlepiej jest nam zabronić czy uznać, że ten temat nie istnieje, bo wówczas jest nam po prostu łatwiej i przyjemniej. Nie musimy poruszać kwestii związanych z miłością osób, którymi się opiekujemy i na co nie mamy wpływu, nie możemy wpływa cna uczucia by je wówczas kontrolować. Nie musimy myśleć o tym w jaki sposób pozwolić na zaspakajanie potrzeb seksualnych naszych dzieci czy w przypadku terapeutów jak uczyć i jak rozmawiać o seksie ze swoimi podopiecznymi. Nasz lęk wynika też bardzo silnie z lęku przed płodnością osób z niepełnosprawnością, obawiamy się ciąży, opieki
w tym okresie nad kobietą w ciąży, a najbardziej narodzin dziecka z niepełnosprawnością i trudu jego wychowania, który w znacznej części może spać na rodzinę (zwłaszcza w przypadku osób
z niepełnosprawnością intelektualną). Obawiamy się również o płynność finansowej takiej rodziny, która zakładając, że wynagrodzenia to renty – może okazać się niewystarczająca.
Zabierając osobom z niepełnosprawnością prawo do uczuć i seksu ułatwiliśmy życie sobie, nie ma czegoś, coś nie istnieje, nie muszę o tym myśleć, nie muszę się zastanawiać nad tym, nie muszę szukać rozwiązań problemów jakie pojawią się w tym temacie. Ułatwiliśmy sobie życie, a co z życiem i prawem osób z niepełnosprawnością, co z ich potrzebami? Osoby
z niepełnosprawnością posiadają nie tylko niezbywalne prawo do uczuć i do seksu ale takie uczucia posiadają i posiadają potrzeby seksualne, to fakt istniejący i niepodważalny.

Autor: Tomasz Popadowski

 
 
 

 

„NIEUFNY PODOPIECZNY – JAK ZDOBYĆ JEGO ZAUFANIE? ,

AUTOR : TOMASZ POPADOWSKI

 

Podopieczni różnorodnych placówek terapeutycznych czy to dla osób
z niepełnosprawnością intelektualną, czy z zaburzeniami psychicznymi czy też dla osób starszych oraz wszelkich innych, tworzą szeroką paletę różnorodnych osobowości, zachowań, charakterów
i problemów terapeutycznych.
Praktycznie w każdej placówce spotkamy się z podopiecznym, który jest nieufny. Nieufność ta przejawia się wobec terapeuty czy grona terapeutycznego w całości, może też być, że do kilku terapeutów. Nieufność może być skierowana w kierunku innych podopiecznych, współuczestników zajęć, czy domowników. Nieufność może być skierowana na program terapii jaki został stworzony dla tej osoby.
W pracy z podopiecznym nieufnym, pierwszym krokiem i to znaczącym jest poznanie przyczyny nieufności. Rozwiązanie tego dylematu, kluczowego dylematu pozwoli nam na dostosowanie procesu terapeutycznego tak by zdobyć to zaufanie, by zaznaczyć choćby minimalny, poprawny kontakt i na nim budować dalsze zaufanie. Celem zdobycia informacji o źródle braku zaufania terapeuta powinien wykorzystać wszystkie możliwe ścieżki i źródła wiedzy:
– osoba samego podopiecznego – może się zdarzyć, że podopieczny zapytany sam nam powie dlaczego nam nie ufa, dlaczego ma obawy i co jest tego przyczyną,
– osoba opiekująca się podopiecznym – podopieczny może nie chcieć zdradzić nam powodów swojej nieufności ale mógł mówić o tym swoim opiekunom, opiekun poinformowany o naszych obserwacjach może zapytać naszego podopiecznego a mając do niego zaufanie, podopieczny może udzielić mu informacji,
– osoby bliskie podopiecznemu – takimi osobami może być rodzeństwo, rodzice, dziadkowie, współmałżonkowie, dzieci, gdzie może występować sytuacja analogiczna jak opisana wyżej,
– współtowarzysze zajęć czy inni mieszkańcy domu – podopieczny może nie mieć zaufania do nas ale może mieć do innych mieszkańców domu czy uczestników zajęć i w rozmowach powiedzieć co jest przyczyną,
– inny terapeuta z obecnej placówki czy domu – inny terapeuta może posiadać zaufanie i zapytując podopiecznego w naszym imieniu może uzyskać takie informacje,
– terapeuta z poprzedniej placówki czy domu – należy sprawdzić czy podobna sytuacja nie miała miejsca w domu czy placówce poprzedniej jeśli nasz podopieczny jest nowy i przeszedł do nas
z innego miejsca,
– wszelka dokumentacja zgromadzona w placówce czy domu – niejednokrotnie bogata dokumentacja może posiadać już opinię czy informację od specjalisty czy opinię z innej placówki
o nieufności podopiecznego i jego przyczynie,
– w razie konieczności wysłanie podopiecznego do specjalisty np. psycholog czy psychiatra – i tego kroku też nie powinniśmy się obawiać, często spotykam się z wątpliwościami terapeutów czy nie naruszamy etyki czy zaufania podopiecznego lub jego opiekuna zalecając wizytę u specjalisty, pamiętajmy, że jesteśmy ekspertami i mamy do tego prawo jak i obowiązek reagować na zaobserwowane sytuacje.
Posiadając na zajęciach osobę nieufną znając lub też nie przyczyny tej nieufności, należy tę osobę otoczyć szczególna opieką i zaangażowaniem swojej uwagi. Pamiętajmy, że zgodnie
z maksymą zaufanie buduje się latami a można je stracić w sekundę, dlatego zdobywanie zaufanie może być nie tylko pracochłonne ale przede wszystkim czasochłonne. Wskazane jest sympatyczne nastawienie, traktowanie podopiecznego, nie okazywać zniecierpliwienia, zniechęcenia, irytacji czy złości. Należy wspierać podopiecznego w sytuacjach dla niego trudnych, nie tylko w trakcie zajęć ale i wszelkich innych sytuacjach w których podopieczny się znajdzie a nasze wsparcie doda mu otuchy. Należy zwrócić tutaj uwagę na to by nie przesadzić w tych działaniach, by nie powstała sytuacja przesady w obronie czy też, by inni podopiecznych czy też może terapeutów nie skrzywdzić naszym postępowaniem.
Wspierajmy podopiecznego w jego pracy, w jego funkcjonowaniu w placówce. Zlecajmy proste zadania, chwalmy, krytykujmy konstruktywnie. Używajmy pochwał nie tylko otwartych ale
i „ukrytych”, chwalmy podopiecznego przy nim samym ale i przed innymi osobami, zwłaszcza kiedy wiemy, że nasz podopieczny nas słyszy (a sądzi, że my tego nie wiemy) lub chwalmy tak by taka pochwała dotarła do naszego podopiecznego.
Inną możliwością jest wykazanie zainteresowania osobą podopiecznego, zapytać co lubi, czym się interesuje, jakie ma hobby czy też poglądy. Rozmawiajmy na te tematy, traktując oczywiście podopiecznego poważnie i z szacunkiem (nie wyśmiewajmy zainteresowań czy hobby). Możemy zaproponować wspólne spędzanie czasu, spacer po okolicy placówki czy jeśli jest to możliwe wyjście do kina czy kawiarni. W odpowiednich sytuacjach warto też posiłkować się
w takim wspólnym spędzaniu czasu drugą osobą czy to terapeuty, czy podopiecznego czy innej osoby bliskiej.
W zdobywaniu zaufania możemy posiłkować się drugą osobą. W zależności od sytuacji jaką mamy w danym przypadku możemy skorzystać z osoby: innego terapeuty, rodzica, szeroko pojętej rodziny, podopiecznego. Istotne jest by wybrana osoba cieszyła się zaufaniem podopiecznego,
z którym mamy pracować. Organizujemy zajęcia z towarzystwem tej osoby, niech ta osoba będzie bardziej aktywna początkowo niż my przy naszym podopiecznym, my stopniujmy naszą osobę, nasze towarzystwo i nasz udział. Z czasem może się okazać, że nasza osoba nie jest już tak niemile widziana i powstaje nić zaufania. Poprośmy też te osoby o wystawienie nam pozytywnej opinii.
Jedną z metod może być organizowanie zajęć z innymi podopiecznymi tak, by podopieczny z brakiem zaufania względem naszej osoby mógł obserwować nas podczas tych zajęć. My prowadźmy zajęcia tak by były one atrakcyjne, by uczestnicy zajęć aktywnie i żywo w nich brali udział. Prowadźmy te zajęcia tak by możliwe było zaobserwowanie, że inna osoba czy osoby darzą nas zaufaniem a my jesteśmy tego warci.
Jeśli chcemy wyrobić sobie zaufanie nie zbywajmy podopiecznego kiedy on do nas przychodzi, nie zasłaniajmy się ogromem pracy i brakiem czasu, nie odpychajmy go. Poświećmy mu swój czas kiedy on tego potrzebuje. Oczywiste jest, że może zaistnieć sytuacja, że w chwili kiedy nasz podopieczny przychodzi do nas ze swoim problemem czy porozmawiać, my faktycznie nie mamy czasu i nie możemy mu poświęcić swej uwagi. Poprośmy wówczas by podopieczny przyszedł do nas później, wyznaczmy nawet godzinę czy nawet miejsce gdzie nas zastanie. Podajmy jednak konkretną godzinę i miejsce, podajmy godzinę w której faktycznie będziemy wolni i znajdziemy czas dla rozmowy. Niech to będzie czas dłuższy niż mała chwilka, byśmy nie musieli spoglądać stale na zegarek czy może wyprosić podopiecznego bo „skończył się nam czas”. Niewskazane jest stałe odsyłanie podopiecznego z tzw. kwitkiem, czyli przyjdź później, i znów przyjdź później, i powielamy ten schemat kilkakrotnie. Nas samych by zirytowała taka postawa względem naszej osoby więc i podopieczny ma prawo się zirytować i być nieufnym. Jeśli się zdarzy, że w wyznaczonym czasie nasz podopieczny nie zjawi się, to pamiętajmy, że to nie jest powód do radości z naszej strony „bo mamy chwilę wolną” i idziemy w inne miejsce, gdzie na dodatek zobaczy nas nasz podopieczny i w jego głowie sytuacja ta zrodzi nieufność. Poczekajmy chwilę, a jeśli nasz podopieczny się nie pojawi zalecam iść do niego, powiedzieć mu, że jesteśmy już wolni, że czekamy, że możemy porozmawiać. Zróbmy tak również gdy nasze zajęcie skończy się wcześniej niż przewidywaliśmy. Zapewniam, że takie postępowanie wzmocni pozytywny obraz naszej osoby, a podstawa do zaufania czy budowy zaufania w tym momencie jest silna.
W zdobywaniu zaufania można posiłkować się też wszelkimi technikami psychologicznymi takimi jak np. zabawy oraz zajęcia integrujące. Wszystkie te zabawy, które zwiększają poziom zaufania jak np. prowadzenie osoby z zawiązanymi oczami (wszelkie odmiany tej zabawy jak prowadzenie w linii prostej, przez przeszkody, w hałasie), chwytanie osoby, która się przechyla
w stronę chwytającego, podawanie do dłoni tylko i wyłącznie przyjemnych, pozytywnych przedmiotów z grona przedmiotów przyjemnych w dotyku i mniej przyjemnych, możemy się posiłkować np. dogoterapią.
Pamiętajmy stale w trakcie pracy z osobą nieufną, że zdobycie zaufania jest czasochłonne oraz, że drobny nasz błąd może zniweczyć osiągnięte przez nas sukcesy i wszystko trzeba będzie zacząć od nowa, a kilkakrotnie zwiedzione zaufanie jest niezmiernie trudno odzyskać.

Autor: Tomasz Popadowski

FARMAKOTERAPIA

 

Od wielu lat, jako terapeuci, borykamy się z problemem niedostatecznego realizowania i trwania w farmakoterapii. W swej pracy zawodowej, wielokrotnie napotykałem na problem związany z zaniechaniem kontynuowania tej istotnej formy terapii, czy też intensywnego manipulowania z nią tj. np. zmniejszanie dawek leków, czy też różne dawkowanie zależnie od stanu funkcjonowania podopiecznego.

Z problemem w procesie związanym z farmakoterapią spotykam się w bardzo różnorodnych sytuacjach, są nimi np.:

– napady epileptyczne,

– zaburzenia psychotyczne,

– zachowania agresywne i autoagresywne,

– stany depresyjne,

– stany psychotyczne,

– nadpobudliwość psychoruchowa,

– nadpobudliwość erotyczna.

 

Wyjaśniając na czym polegają zaniedbania czy problemy, podeprę się kilkoma przykładami, które spotkałem na swojej drodze.

1.       Mężczyzna z epilepsją. W dorosłym życiu u omawianego tutaj Pana pojawiła się epilepsja. Fakt ten, a raczej pierwszy atak bardzo przeraził matkę, która bardzo negatywnie przeżyła tę chwilę. Atak był bardzo silny – sztywne ciało, drgawki, ślinotok, sinienie ust. Kolejne ataki były bardzo podobne do pierwszego, najistotniejsze, że były równie silne w związku z czym farmakoterapia jaka została zalecona, opierała się na silnych lekach przeciwepileptycznych. Leki te powodowały iż omawiany tutaj Pan stał się śpiący, przysypiał często w ciągu dnia niezależnie od pory dnia. Dodatkowo pojawił się silny apetyt i zjadanie wszystkiego w zasięgu ręki, czego efektem ubocznym była wzrastająca waga ciała. Co czyniła matka podopiecznego? Kiedy zaobserwowała niekorzystne efekty płynące z przyjmowania leków, nie udała się do lekarza celem dokonania nowych uzgodnień czy ich zmiany, ustalenia innej dawki lub dodania innej pozycji farmakologicznej. W zamian sama manipulowała czy to dawką leku, czy też całkowicie zaprzestawała jego podawaniu. Efektem były częste i silne napady epilepsji, trudności w ustabilizowaniu epilepsji, a także ogromne trudności w psychiczny funkcjonowaniu naszego podopiecznego. Trudności objawiały się tym, że podopieczny w zależności od podanej dawki był albo bardzo śpiący albo bardzo pobudzony, nagłe podanie większej dawki leku (co następowało zazwyczaj po ataku epileptycznym – matka miała wyrzuty, że atak był wynikiem zaniechania w podawaniu leku) powodowało takie „wyładowania” w mózgu, że podopieczny sam sobie nie radził ze swoimi emocjami, nagle zaczynał płakać, był załamany, widać było dosłownie, że „w głowie miał niezłą burze”, twarz wykręcał grymas smutku i rozpaczy a on sam nie potrafił nic z tym zrobić, nie potrafił znaleźć sobie miejsca, co gorsza my sami nie byliśmy w stanie mu pomóc.

2.       Innym przypadkiem jest osoba silnie podbudzonego psychoruchowo Pana. Pan ten ma i miał duże trudności w skoncentrowaniu uwagi, trudno z nim nawiązać sensowny kontakt werbalny (pomimo tego, że mówi dużo a nawet bardzo dużo, jednak na wybrany przez siebie temat i mało kiedy jest w tych wypowiedź jakiś głębszy sens i przesłanie). Myśli i temat wypowiedzi często oscylują według erotyki, uwielbia wypowiadać się na ten temat wulgarnie, „nakręca” go to silnie i trudno jest nakierować go na inny tor. Podobnie jak w przypadku pierwszym tak i tutaj, matka albo nie podaje leku lub też manipuluje jego dawkami. Efekty tej „zabawy” były jak wyżej tyle, że bez napadów epileptycznych. U podopiecznego dawało się zaobserwować stany, kiedy odczuwaliśmy, że on sam nie nadąża za swoimi myślami, że sam nie potrafi zahamować słów, widzieliśmy jak głowa każe a język nienadążna a on sam się buntuje na to co słyszy. W skrajnych przypadkach widzieliśmy jak nasz podopieczny płacze mimowolnie by rozładować wzrastające wówczas napięcie.

3.       Kolejna sytuacja związana jest z silnym pobudzeniem erotycznym. Pan, którego teraz opisuję cierpi bardzo z powodu niezrealizowanych pragnień związanych z życiem erotycznym oraz miłosnym. Dużo mówi o sprawach związanych z seksem, jest przy tym bardzo wulgarny i agresywny słownie, bardzo niesmacznie odzywa się do kobiet – innych uczestniczek zajęć czy terapeutek. Zaczepia kobiety na ulicy, proponuje związek, miłość, małżeństwo, seks. Niestety zdarzało się, że zaczepiał także nieletnie dziewczyny. Manipulowanie w dawkach leków czy zaprzestanie ich podawania objawiało się silnym wzrostem zainteresowania sprawami związanymi z seksem, wzrostem liczby zaczepek oraz, co bardzo zniesmaczało wszystkich, wzrastała liczba wypowiedzi słownych związanych z seksem czy anatomią człowieka, wypowiedzi te stawały się dodatkowo wyjątkowo nieprzyjemne, niesmaczne i niegustowne. Podczas tych okresów „zabawy” lekami Pan ten zaczepiał kobiety na ulicy, przystankach, sklepach, zaczepiał także dziewczynki. Myśl o seksie i frustracja płynąca z niezaspokojenia popędu seksualnego i potrzeby miłości powodowało brak możliwości jakiegokolwiek skupienia się na jakiejkolwiek czynności, nawet na wymyślonej przez podopiecznego.

4.       Inny przypadek to Pani z zaburzeniami psychicznymi, które mają podłoże prześladowcze, podopieczna podejrzewa i członków rodziny, i członków kadry terapeutycznej o to, że jej nie lubią, że spiskują przeciw niej, że chcą się jej pozbyć, do podejrzeń swojej śmierci włącznie. Pani ta, nie odstępuje członków rodziny na krok, nie pozwala im być z kimś inny, bez niej, gdyż podopieczna podejrzewa, że w tym momencie powstaje plan jak usunąć ją z domu. Zachowanie to jest na tyle obsesyjne, że np. siostra nie może wyjść z domu, czy wrócić późno, bo to już „coś” oznacza. Wizyta u psychiatry i zapisane leki wyciszyły te objawy, ale zaprzestanie ich podawania spowodowały nasilony powrót objawów psychotycznych.

 

Wielokrotnie stawialiśmy sobie pytanie, dlaczego takie sytuacje mają miejsce. Dlaczego kiedy negatywne zachowania przybierają na sile, stają się dla rodziny nieznośne, nie do wytrzymania dłużej, to rodzice/opiekunowie udają się do terapeutów o porady i godzą się na wszystko. Pada zalecenie wizyty lekarskiej, która się odbywa, wystawiana jest recepta, lek jest zakupiony i podawany – a kiedy objawy ustępują, lub stają się mniej dręczące rodzinę, to lek nagle jest wycofywany, czy też dawkowany według własnych upodobań?

Często jest tak, że utrudniające życie zachowanie przestaje już dręczyć całymi dniami i zanika powód pilnowania podawania leku. Nie ma przymusu zewnętrznego w postaci określonego rodzaju „prześladowań”. Wykupiony lek kończy się, a nie ma czasu, bo tyle jest zajęć w życiu, że nie ma kiedy iść po kolejną receptę. Mija jakiś czas zanim lek przestanie działać, mija pewien okres kiedy pojawią się zaburzenia i minie także kolejna porcja czasu, kiedy rodzina znów uzna, że zachowania ich członka rodziny znów jest nie do zniesienia. Przychodzą znów z kolejną wizytą. Pada podczas niej święte pytanie „Czy leki są podawane?” i często słyszy się kłamstwo „TAK”. Dziś wiedzieni doświadczeniem drążymy temat i dochodzimy do prawdy, zapytujemy dlaczego tak się stało, rodzic nie trafi nam racjonalnie uzasadnić swego czynu w tej sytuacji – taki scenariusz, pojawia się najczęściej, po prostu było już dobrze i zabrakło czasu na kolejną wizytę.

Kolejnym powodem zaprzestania podawania leków jest wzrastająca waga ciała wynikająca z powodu zażywania leku. Zdarza się, że przyjmowane leki powodują przyrost masy ciała lub zwiększają apetyt. Rodzice/opiekunowie boją się, że ich dzieci/podopieczni roztyją się i postanawiają zapobiec tej obawie i przestają podawać leki, następuje to po względnym uspokojeniu się objawów i zachowań psychotycznych.

Zmniejszanie dawki to inna z metod manipulowania lekami. Rodzice/opiekunowie, kiedy dochodzi do wyciszenia się ich dziecka/podopiecznego a pojawiają się skutki uboczne przyjmowania danego leku jak senność, nadmierna ospałość, wyciszenie czy wspomniany przyrost wagi, pojawia się zjawisko zmniejszania dawki leku, pomijania dawek. Powoduje to labilność w zachowaniu, w emocjach, często negatywne zachowania powracają i to często z większym natężeniem. W tej sytuacji rodzic/opiekun kiedy zaobserwują wzrost negatywnych zachowań, podają dodatkową dawkę leków lub zwiększają dawkę – to co w takiej sytuacji dzieje się z podopiecznym jest bardzo niestosowne dla prowadzenia terapii, nie jesteśmy w stanie poprowadzić jakiejkolwiek terapii. Podopieczny wówczas albo ma silne zachowania autoagresywne, agresywne czy inne zachowania psychotyczne lub też jest tak senny, że niemożliwe jest utrzymanie nawet minimalnej aktywności.

 

Najtrudniejsze w całym tym problemie jest to, że niezwykle trudno jest przekonać rodziców, że jest to złe postępowanie, że ich dziecko/podopieczny tylko i wyłącznie traci na takim zachowaniu. Rodzic/opiekun kiedy jest „przyciśnięty” do ściany to współpracuje bardzo chętnie, jest zdeterminowany, spięty i otwarty na wiele propozycji czy sugestii. Trudne zachowanie, uciążliwe zachowanie czy też agresja skierowana na swoją osobę czy też członków swej rodziny jest silnym bodźcem do działania, podobnie jest kiedy terapeuci „nękają” rodziców/opiekunów telefonami z relacjami o złym zachowaniu ich dziecka/podopiecznego, kiedy „nęka” się tymi telefonami a nawet grozi określonymi sankcjami – to uzyskujemy działanie. Niestety ta sama metoda nie działa już w przypadku „trudności” z podawaniem leków – tutaj rodzic nie daję się umodelować, tutaj tłumaczenia nie padają na podatny, żyzny grunt chętny do współpracy.

Niestety rodzice/opiekunowie nie potrafią w większości przypadków zrozumieć, że takie postępowanie jest złe. Rozumiem, że nie chcą by ich syn czy córka przysypiali w godzinach popołudniowych, czy też tracili figurę. Rozumiem, że rodzica cieszy dziecko energiczne, żywe, chętne do działania, jednak w sytuacjach opisanych wyżej chyba warto zastanowić się co niesie większe korzyści. W zależności od występującej trudności chyba lepiej by dziecko/podopieczny lekko przysypiał czy też był powolniejszy w reakcjach lub nie posiadał wzorcowej masy ciała, niż by pojawiały się zachowania agresywne, prześladowcze czy zachowania związane z niepoprawnym zachowaniem w kwestii seksualnej. Chyba lepiej by syn był spokojniejszy i z brzuszkiem, niż by ktoś użył względem niego siły bo zaczepiał jego dziewczynę, żonę czy córkę, chyba lepiej by był wyciszony niż by na ulicach zaczepiał dziewczynki zagadując je o seks. Uważam, że lepiej mieć wyciszone, senne dziecko niż osobnika z manią prześladowczą w domu, tyranizującego życie każdego członka rodziny.

Drodzy rodzice przemyślcie to, drodzy terapeuci rozmawiajcie z opiekunami swoich podopiecznych na ten temat, wskazując im plusy płynące ze „złych” objawów, powikłań przyjmowania leków. Rodzice! Pamiętajcie i proszę zrozumcie ważną kwestię, kiedy podopieczny jest agresywny, nadpobudliwy, złośliwy itp. żadna terapia zajęciowa nie zadziała, gdyż nie ma skupienia uwagi na tym co mówi terapeuta, nie udaje się „schwycić” podopiecznego na tyle by muc coś od niego uzyskać. Prawidłowy proces terapeutyczny to w pierwszej linii farmakoterapia a dalej terapia zajęciowa tak silnie obecna w różnych placówkach. Leki pozwalają nam terapeutom na rozpoczęcie działania w przypadku osób z silnymi zrachowaniami psychotycznymi.

 

Autor: Tomasz Popadowski

„O AUTONOMII OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ INTELEKTUALNĄ.”

Kilka dni temu natrafiłem na artykuł, który mówił o konieczności zwiększenia autonomii u osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Od razu mówię, że jestem jak najbardziej za zwiększaniem tej autonomii, jak najbardziej jestem za tym by pytać osoby z niepełnosprawnością intelektualną o ich zdanie, potrzeby i respektowanie ich. Ale mam ale…

Artykuł ten traktował o przyznaniu osobom z niepełnosprawnością intelektualną prawa do posiadania dziecka. Autor pisał o tym, że jeśli niepełnosprawny chce to owszem powinien to dziecko mieć, że pa prawo, że my opiekunowie, rodzice i profesjonalnie pomagający nie powinniśmy mu tego prawa zabierać, tym bardziej prawa tego nie powinno zabierać państwo.

I owszem, niech taka możliwość istnieje. Jednak mam ogromny niedosyt wynikający z potraktowania przez autora tego artykułu omawianego przez niego tematu. A co z tym dzieckiem, które się narodzi, co z jego wychowywaniem, z jego przyszłością, dlaczego o tym autor nic nie wspomniał.

Osoba z niepełnosprawnością intelektualną nie jest raczej zdolna do sprawowania funkcji wychowawczej, opiekuńczej. Jeśli osoby z niepełnosprawnością intelektualną będą posiadać swoje dzieci, to musi iść za tym szerokie wsparcie w jego wychowaniu. Nie możemy oczekiwać, by dziecko to wychowywali rodzice niepełnosprawnego czyli dziadkowie dziecka. Dziadkowie zapewne są osobami wiekowymi, którym nie w głowie jest posiadanie wnuka, którego maja traktować jak swoje kolejne dziecko. Dziadkowie to najczęściej osoby zmęczone już wychowywaniem swego syna czy córki przez długie trudne lata. Niepełnosprawni intelektualnie (przynajmniej ja tego nie widzę) nie są zdolni do samodzielnej opieki nad dzieckiem. nie oczekiwałbym od nich pozytywnego zachowania i postępowania z dzieckiem. Każdy przyzna, że wychowanie jest trudne i to nawet bardzo trudne. Co z irytacją niepełnosprawnych intelektualnie rodziców w przypadku płaczącego wiecznie maleństwa, co z conocnym kilkurazowym wstawaniem do dziecka, co z przestrzeganiem podawania leków, co z dokonywaniem obserwacji potencjalnych objawów chorobowych dziecka związanych choćby z przeziębieniem, grypą itd.

Można by tak wymieniać bez końca. Wydaje się, że skoro autor artykułu powiedział przysłowiowe „A” to należy powiedzieć i „B” i całą resztę alfabetu związanego z tym tematem. Jeśli optujemy za posiadaniem dzieci przez osoby z niepełnosprawnością intelektualną to super ale z wszelkimi konsekwencjami tego tematu, czyli szerokim wsparciem tych osób po narodzinach dziecka a nawet ze wsparciem w czasie przebiegu ciąży. Dziś nic takiego nie funkcjonuje, dziś nie ma zaplecza, nie ma instytucji czy projektów wspierających w takiej sytuacji.

Z doświadczenia zawodowego obserwuję, że zdarzają się sytuacje posiadania dziecka przez osoby z niepełnosprawnością intelektualną i jak do tej chwili w ciągu 20 lat pracy zawodowej trafiły się dwa najczęściej przypadki:

– dziecko wychowują dziadkowie do ostatnich chwil swojego życia,

– dziecko jest odbierane matce, rodzicom – a to jest wysoce traumatyzująca sprawa dla całej rodziny nie tylko rodziców dziecka.

 
 
Tomasz Popadowski

„ŻYCIE W TRAUMIE, CZY ŻYCIE SWOBODNE?”

 

Osoby z niepełnosprawnością intelektualną z racji specyfiki swej choroby, spostrzegane są jako osoby, których życie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Właściwie to nic nie muszą, wszystko im wolno, dostają to czego chcą, wszyscy się nimi opiekują, mają wiele atrakcji – zapewnia się im turnusy, rehabilitacje, masaże, wycieczki, imprezy itd. itp.

Osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie muszą martwić się rachunkami, koniecznością zarobkowania, że finansów nie starczy na zakupy, kredytami całą resztą finansową. Mają po prostu proste, przyjemne życie, bez problemów, obowiązków, zmartwień, jak je już mają to są trywialne, proste a nawet śmieszne. Ale czy na pewno?

Spójrzmy na życie osoby z niepełnosprawnością intelektualną pod innym kontem, z innej perspektywy, przeanalizujmy ich życie i problemy:

– muszę robić co mi każą – gdyby się tak zastanowić to non stop osoby sprawne każą coś robić osobom z niepełnosprawnością intelektualną, teraz mam rysować, teraz mam oglądać film, teraz mam czytać, teraz mam jeść, teraz mam iść na zajęcia, rozwiązuj zagadki, idź, stój, siedź, wstań.

– nikt nie pyta się mnie, czy chcę to zrobić – czy pyta się osoby z niepełnosprawnością czy chcą w danym momencie robić to co im się zleca, czy zapytuje się ich czy mają ochotę wykonywać tę daną czynność? W wielu przypadkach rodzice i profesjonalnie pomagający tak zagalopowali się w opiece, w pomocy czy w terapii, że zapomina zapytać się czy u osoby z niepełnosprawnością intelektualną czy chce zrobić tę czynność, zleca się jej zadanie, bo uważa się, że tak powinno być, bo on/ona sam/sama bez wskazania czynności jej nie wykona,

– nikt nie pyta się czego chcę – jak często jestem pytany czego tak naprawdę chcę, czego potrzebuję, na co mam ochotę? Zleca się mi zadanie, przyjmując postawę, że tak trzeba, że tego potrzebuję, że tak będzie dla mnie lepiej, ciekawiej, atrakcyjniej, a ja może nie mam ochoty teraz na film, może nie mam ochoty teraz na spacer, a może nigdy nie byłem fanem fitnessu i nie mam ochoty za zajęcia sportowe?

– nie lubię gdy mi coś nie wychodzi – często coś mi nie wychodzi, często na wiele czynności potrzebuję więcej czasu, czasami warto mi podpowiedzieć jak coś mam zrobić, a czasami warto pozwolić znaleźć mi swój sposób na wykonanie/zrobienie czegoś, a nie uczyć mnie na siłę twojej metody i techniki.

– nikt nie pyta mnie co myślę na dany temat – w życiu rodzinnym jestem pomijany, jestem pomijany w rozmowach, w planowaniu, nie uwzględnia się mojej osoby w planowaniu np. miejsca wypoczynku letniego, nie uwzględnia się mojego gustu w kupnie bluzki czy spodni, a bywa, że i jogurt dostanę taki jak lubisz ty.

– nie wolno mi kochać – chcę mieć dziewczynę/chłopaka, chcę kochać, dzielić się swoim szczęściem, życiem z inną osobą, chcę, dlaczego nie pozwala się mi kochać, dlaczego często słyszę, że miłość to coś co mam sobie odpuścić, darować, przecież to takie cudowne uczucie dające szczęście, energię do życia i samorealizacje. Nie chcę być sam.

– seks to najgorsze zło świata – dlaczego kiedy jest o nim mowa to milknie się kiedy jestem blisko? Dlaczego ja nie mogę uprawiać seksu, też mam swoje potrzeby, też chcę się kochać. Niby nikt mi tego nie zabrania, a jednak nie mam do niego prawa.

– chcę być ojcem, chcę być matką – o tym już lepiej nie mówić, zawsze unikniecie tematu mojego rodzicielstwa, nie chcecie mi tego nawet racjonalnie wyjaśnić, dlaczego mi zabraniacie posiadania dziecka.

– nie jestem dzieckiem – jestem dorosły, nie traktuj mnie jak dziecko, traktuj mnie zgodnie z wiekiem jaki mam, mów do mnie z szacunkiem jak do dorosłej osoby, nie zdrabniaj infantylnie mojego imienia, kup mi odzież zgodnie z moim wiekiem, nie kupuj mi śniadaniówki z obrazkami jak dla dziecka, nie kupuj mi dziecięcego plecaczka.

 
 
 

No to patrząc z tej perspektywy, kto się zamieni na miejsca, skoro mam tak fajnie, lekko, przyjemnie i bezproblemowo???

Autor : Tomasz  Popadowski

 
 
 

NIEPEŁNOSPRAWNY A URZĄD.

 

W czytanym artykule o różnorodnych rozwiązaniach podjętych względem osób niepełnosprawnych, zwłaszcza z niepełnosprawnością intelektualną w Szwecji, napotkałem się na zwrot, że państwo Szwedzkie przeszkoliło pracowników urzędowych, by ci nigdy nie wykazali się niekompetencją w podejściu do osoby z niepełnosprawnością w trakcie załatwiania spraw urzędowych przez te osoby.

Każdy z nas, czy to opiekun osoby niepełnosprawnej, rodzic, organizacja działająca na rzecz osób z niepełnosprawnością a zwłaszcza osoby niepełnosprawne spotkały się na swojej drodze z niezrozumieniem wynikającym z braku wiedzy oraz niekompetencji urzędnika i urzędu.

Wielokrotnie słyszałem o tym, jakie trudności rodzice czy opiekunowie osób z niepełnosprawnością intelektualną napotykali w urzędach i w kontaktach z urzędnikiem, który to urzędnik nie rozumiał w ogóle specyficznej sytuacji z jaką przyszło mu się zmierzyć. Były tak trywialne problemy jak trudności w podpisie, nieczytelne podpisy czy podpis np. w formie jedynek czy innych znaków nieliteralnych. Bywało, że urzędnik oczekiwał odpowiedzi osoby z niepełnosprawnością a ona nie rozumiała pytania czy nie chciała z różnych powodów udzielić odpowiedzi. Zadawanie pytań w formie przepytywania, nie dostosowanych dla osób z niepełnosprawnością, bez pytań wyjaśniających, pomocniczych powodowało, że urzędnik nie uzyskiwał odpowiedzi a jednocześnie nie chciał wysłuchać odpowiedzi rodzica czy opiekuna. Nasi podopieczni systematycznie spotykają się z pracownikami socjalnymi, słyszałem opowieści, które potrafiły mrozić krew w żyłach jak „… teraz ja będę bogiem dla waszej córki …”. Jak musieli się czuć rodzice kobiety z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu głębokim kiedy usłyszeli tego rodzaju wypowiedź? Jak była spostrzegana ta kobieta przez pracownika socjalnego, za kogo lub co miała ta osobą wspomnianą kobietę z niepełnosprawnością?

Inną historią są listonosze, którzy nie chcieli wydawać rent rodzicom, kiedy ich syn czy córka znajdowali się np. na zajęciach w placówce, oczekiwano wówczas okazania orzeczenia o ubezwłasnowolnieniu i o ustanowieniu opieki. Na szczęście te problemy są już marginalne.

Wiele trudności jest w bankach – co związane jest z trudnością podpisania się, trudności w rozumieniu przepisów zawartych w umowach, specyfiki funkcjonowania konta itd.

Istnieją trudności w sądach, trudności związane z podważaniem zdolności interpretowania przepisów, z wyrażaniem własnej woli, z walki opiekuna o dobro osoby niepełnosprawnej, kiedy to podważano czy podejrzewano tzw. drugie dno. Tyczy się to też spraw spadkowych, majątkowych oraz wszelkich innych.

Sam wielokrotnie spotkałem się z trudnościami związanymi z reprezentowaniem podopiecznych w urzędzie, były to trudności związane z kontrolowaniem placówek, które prowadzę, (sanepid nie rozumiejący konieczności wiszącego zwykłego ręcznika, jako jedynej formy wytarcia rąk przez niektórych uczestników zajęć) czy też z sytuacjami kiedy to walczyło się o los placówki i urzędnika nie za bardzo interesowało to co miałem do powiedzenia, traktował sprawę jak problem i  oczekiwał bym czym prędzej się odczepił i więcej się nie pojawił, bo „po co to im?”.

A wystarczyłoby tak niewiele, by wprowadzić przeszkolenia pracowników urzędów, banków i innych instytucji, które w swej działalności mogą spotkać się z osobą z niepełnosprawnością intelektualną. Gdyby ci pracownicy poznali specyfikę funkcjonowania, postępowania, myślenia, patrzenia na wiele spraw o ile im samym było by łatwiej pracować i o ile łatwiej żyłoby się samym niepełnosprawnym i ich opiekunom a także prowadzącym placówki terapeutyczne.

Tomasz Popadowski